środa, 14 marca 2007

ZABAWA w pojedynkę

Zabawną scenkę dziś widziałam. Za płotem rozlegały się charkoty, Wulfy zatrzymał się, to i ja zajrzałam przez ogrodzenie. Na niewielkim trawniczku za domem szarpał się z piłką piesek mniejszy niż PON. I mniejszy niż piłka, bo piłka była OGROMNA! Taka, na jakiej skaczą kilkuletnie dzieci trzymając się za uchwyty. Piesek ze szczeknięciem naskakiwał na pilkę przednimi łapami, sięgał głową nieco powyżej uchwytów, napadał zębami na jedną z wystających rączek, łapał i trzymał, potrząsał, a następnie z gardłowym charkoleniem ciągnął całość za sobą. Piłka była znacznie większa niż piesek, ale dzięki rozgryzionym już dziurkom i wypuszczeniu części powietrza, piłka dawała na siebie naskakiwać.
Wulfy chętnie by się przyłączył, ale to była chyba zabawa w pojedynkę.

Brak komentarzy: