niedziela, 14 stycznia 2007

Zaganianie, przeganianie? January 14, 2007

Na dzisiejszym spacerze podbiegł do nas czarny pies, podobny do labradora, ale chudszy, i na pewniaka stanął w gotowości przywitania się z Wufim. Stanął i się nie ruszał. Psy stały w swoją stronę pyskami, głowy obok siebie, pysk czarnego był odwrócony w stronę przeciwną do Wufiego. Uszy u kłapciatego psa podobno trudniej oceniać, ale tu na pewno były nie ściągnięte do czubka, ani nie powędrowały na czoło, więc jakoś widziałam poznanie psów, że spoko na pewniaka.

Rzeczywiście, Wulfy powąchał młodziaka, bo pies nie był chyba starszy niż 1-1,5, i próbował postraszyć podskokiem. W efekcie czarny pies przypadł na przednie łapy, Wufi też i zaczęła się próba gonitwy. Wulfy na smyczy 8m spaceruje od wielu miesięcy, bo czasem kuleje, więc nie miał sznasy się rozpędzić... a że ja nie lubię szarpać, jak się tak rozpędzi, jak to właśnie zrobił, to puściłam linkę.

Gonitwa na szczęście była krótka, po okręgu, Wulfy biegł po stronie zewnętrznej, wyraźnie zaganiając od zewnętrznej, jakby ukierunkowując bieg psa w ustaloną przez Wufka stronę. Już kiedyś tak rozbił, gdy chciał przegonić psa z jakiegoś obszaru łaki, odganiając od tego miejsca, w którym znajdowaliśmy się przed chwilą, tak że pies miał tylko jeden dozwolony kierunek ruchu do przodu. On jakby tego obcego psa WYGANIAŁ. Teraz nie było to aż tak zaznaczone. Pamiętam układ głowy i szyi Wufka, który idąc, wtedy kiedyś, wypychał psa na wyznaczoną trasę.

Tym razem sytuacja różniła się też tym, że ten obcy pies aktywnie podbiegł się poznać jako pierwszy i chyba chronił go też sposób zapoznawania - brakowało w nim jakichkolwiek oznak konfrontacji. Ot - przyszłem, wachaj i zaakceptuj. ;o)

Brak komentarzy: