Obserwacje zachowań psów prowadzone obecnie i wcześniej przez użytkowników listy dogobserver_pl oraz na stronie dogobserver . com (już nieistniejącej).
niedziela, 21 stycznia 2007
Wspomnienie o "huraganie Cathrina"
W dzisiejsze niedzielne przedpołudnie TVP2 przedstawiła film National Geographic, będący relacją sprzed lat z akcji ratowania zwierząt domowych w Nowym Orleanie. Były to głównie psy i koty zostawione w domach podczas ewakuacji przed huraganem Cathrina. Mimo zakazu przebywania na zalanym wciąż terenie, zaczęto ratować psy już po tygodniu od huraganu, metodą losową, i odnajdywano je w poniszczonych budynkach lub na dachach, dzięki temu, że psy się ujawniały, biegnąc do ludzi, lub hałasowały, będąc zamknięte gdzieś poza możliwością dostrzeżenia ich. Po 2 tygodniach zapełniło się miejsce przeznaczone na czasowy pobyt ratowanych psów, skąd zbyt wolno je odbierano i akcję przerwano. Wkrótce podjęto ją ponownie, bo ratownicy znaleźli nowy sposób pomagania - zostawiano wodę i karmę nowo odkrytym psom i kotom, znakowano domy. Nie zabierano zwierząt ze sobą. W kolejnym etapie, ponad 3 tygodnie po huraganie i zalaniu domostw Nowego Orleanu, gdy udało się umieścić wiele psów w domach przejściowych, w pośpiechu przed kolejnym atakiem tajfunu znowu zaczęto pospiesznie ratować psy, zabierając je z zalanych terenów.
Opowiem o losach dwóch psów z pokazywanej akcji ratowniczej. Film indywidualizował losy poszczególnych zwierząt i w większości doprowadzał je do pomyślnego finału. O innych mówił tylko w liczbach. Że przeżyło kilka tysięcy z kilku milionów tych, które przeżyły huragan Cathrina...
Wszystkie zwierzęta widoczne w pierwszych scenach filmu, w makabrycznych warunkach osamotnienia, zamknięcia w ograniczonej przestrzeni, bez wody i jedzenia od ponad tygodnia - bo wtedy dopiero rozpoczeto "odławianie" - jakoś sobie radziły. W większości z ekscytacją przemierzały granice swojego więzienia, podbiegały po wystających nad powierzchnią elementach budynków do podpływających ludzi i szczekały. Inne uciekały w znane sobie zakamarki.
Jeden z takich psów został znaleziony prawdopodobnie dlatego tylko, że popiskiwał z bólu. Inaczej by pewnie pozostał tam gdzie był, niezauważony. Pies leżał na swoim posłaniu i się nie ruszał. Nie wiadomo od jak dawna, bo gdy znaleziono go, na boku, na którym leżał, miał odleżyny. Z ich powodu piszczał. Być może powstały, gdy osłabiony z głodu pies położył się, bo nie miał sił się ruszać. To możliwe, bo choć minęly "zaledwie" dwa tygodnie, i psy w większości wytrzymywały ten okres w jako takim zdrowiu, ale ten był to szczeniak około 1 roku i miał dużo większe zapotrzebowanie pokarmowe niż dorosłe psy. Innym powodem, dla którego młody pies mógł nie opuszczać swojego lokum, była reakcja, jaka pojawia się u szczeniąt, gdy zostają same po opuszczeniu nory przez matkę czy opiekuna. Zwierzęta zastygając w kryjówce, stają się niezauważalne dla potencjalnych drapieżników. Jeszcze innym wytłumaczeniem nietypowego zjawiska mogła być aż tak nasilona reakcja zastygnięcia, jedna z trzech reakcji jakie występują w wyniku stresu (typowo jest możliwy atak, ucieczka lub znieruchomienie). Trudno przesądzić nie znając wyniku badania weterynaryjnego, czy nie był to może wynik początkowego poturbowania w czasie huraganu, a odleżyny powstały u psa unieruchomionego z powodu bólu...
W sposób bardziej "typowy" dla psa przyjaciela człowieka, zachowywał się bokseropodobny pies, którego ratownicy zauważyli w finalnej części akcji, po 3 tygodniach, na dachu jednego z domów. Pies ten resztką sił chodził po skraju dachu, słaniał się na nogach, ale poszczekiwał w stronę zbliżających się ludzi, jakby z desperacją chciał niepozwolić im się oddalić. Pies był chudy jak szczapa; nie tylko tak, że widać było żebra, ale między żebrami były wgłębienia - on tam nie miał już nawet mięśni.
Szanse przeżycia psa pozostawionego na terenach zaatakowanych przez huragan Cathrina i zalanych przez wiele tygodni przez nieopadające wody z gnijącymi resztkami roślin i zwierząt, kształtował głównie przypadek, choć w pewnym stopniu jak było widąc wpływało na nie również zachowanie psa. Aktywnie głoszące swoją obecność psy miały więcej szans, bo łatwiej je zauważano. W
początkowym etapie akcji ratunkowej ratowano głównie te psy, które dawały znać o swojej obecności, witały człowieka pobudzeniem i rzucały się do przodu w tańcu szczęścia. Albo z jazgotem uciekały w reakcji stresowej, bojąc się obcego człowieka... w jakiś zakamarek, z którego nie było wyjścia, i atakowały kij z pętlą, który zaciskał się, żeby je... uratować. Uratowano nawet psa, który zmarł w bezruchu. Tylko w ostatnim etapie akcji ratunkowej pojawiło się kryterium związane z pośpiechem - nieratowania psów, na których złapanie trzeba bylo poświęcić zbyt dużo czasu. Nie było czasu na opieszałość. P ostanowiono nie marnować czasu na zwierzęta zachowujące się zbyt agresywnie, by bez długotrwałych starań zapakować je do samochodu.
W oddali na ostatnich kadrach filmu widać było psy, których nie udało się wyłapać i uratować. Były tam również takie, które usiłowały sobie jakoś radzić same po tych 3 tygodniach nieobecności człowieka i zaczynały organizować się w rodzaj zdziczałych stad. Niestety, uciekając przed ludźmi w szaleńczym pędzie w większości skutecznie odsuwały od siebie szansę ocalenia.
Gdy po kilku tygodnia kolejna fala tajfunu dosięgnęła Nowy Orlean zginęły wszystkie pozostałe, pozostawione w domach zwierzęta. Ludzi poruszyła desperacja i nieskuteczność walki garstki ochotników o ocalenie tysięcy z kilku milionów zwierząt skazanych na zagładę wskutek nieprzewidywalności rozmiaru tragedii - właściciele czworonogów spodziewali się powrotu do swoich pupili najdalej po tygodniu. Rząd w wyniku doświadczenia z tej akcji zdecydował się na usunięcie z przepisów zapisu, który zabraniał ratownikom ludzi, zabierania również ich zwierząt.
Na temat samodzielności psa przysposobionego do życia w rodzinie pod opieką człowieka są dwa zdania. Jedno, że takie psy zostawione sobie może sobie poradzą. Albo, że może nie. Według opinii Coppingera (w ksiązka Dogs, wydana w 2001r w USA (!)) oswojony pies nie przeżyje bez człowieka. Jednak żadnego zwierzęcia, za które człowiek wziął odpowiedzialność, nie czekało przeżycie w Nowym Orleanie, gdzie zostawiono czworonogi na pewną śmierć.
A to po prostu coś, co dawno temu powiedział ustami Małego Księcia Antoine de Saint-Exuperry: „Odpowiadasz za to, co oswoiłeś.”
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz