Zajęcia ruchowe związane z przyjmowaniem posiłku organizuje się nawet niedźwiedziom...
Czasem zdarza się, że bawię się w domu w polowanie, gdy pies nie jest głodny, a może jest jak każde zwierzę w niewoli znudzony jedzeniem mało atrakcyjnego pokarmu - kulek. W polowanie mój pies bawi się wyłącznie, gdy celem jest ofiara mająca zapach posiłku. Tak więc oprócz tropienia, wchodzi w grę tylko zabawa w polowanie na rzucane kulki.
Dawno temu, gdy zaczynałam nabierać doświadczenia, rzucałam kulki w powietrze, bo Wufi tak najbardziej lubi polować - na ruchomą zwierzynę i do tego w locie. Niestety często zdarzało się, że się przy tym wielokrotnie zachłysnął, ponieważ miał tak gwałtowne zrywy z chwytaniem powietrza, że często kulka dostawała mu się nie tam, gdzie trzeba. Od tego czasu zabawa polega na rzucaniu kulek na podloge, lub po dywanie.
Gdy rzucam kulki na ziemię, staram się, żeby nie tylko uderzyły o podłogę, ale żeby też się od niej odbiły, najlepiej wiele razy i do tego w zaskakującym kierunku.
Dziś też, gdy Wufi po spacerze położył się koło mnie, a w kuchni zapełniona do połowy miska nie wzbudzała jego zainteresowania, nabrałam do miski resztę należnej porcji i... mogłam postawić, bo samo wydanie posiłku jest dość silnym sygnałem do rozpoczęcia jedzenia, ale tak dla próby rzuciłam na podłogę dwie kulki. Sądząc po żywiołowości reakcji, wywnioskowałam, że pies osiągnął etap misia w zoo i KONIECZNIE potrzebuje urozmaicenia.
Zaczęłam rzucać kulki na podłogę i jak zwykle obserwowałam zachowania Wufka obecne podczas takiej zabawy w karmienie.
Tym razem nie wyczekiwałam na zgryzienie kulki, nim rzucę następną, a od razu sięgałam po następna, patrząc, co robi pies. A Wufi rzucał się na każdą kolejną upuszczoną w danej chwili, gdy tymczasem rosła liczba kulek rzuconych wcześniej i leżacych na podłodze. Bardzo widoczne było ożywienie psa, i w postaci błyskawicznych ruchów przedniej połowy ciała, sprężonej do następnego zrywu i dopadnięcia kulkowej "ofiary", i w postaci uniesionego w górę ogona. Czasem naskakiwał na nią, na tę ofiarę, chwytając ją zębami, a czasem z pochyloną głową, nie patrząc na mnie, czekał na wydawany z podłogi dźwięk, który powie łowcy, gdzie jest ofiara czyli gdzie się odezwie następne stuknięcie.
Tym razem, ponieważ ja nie robiłam przerw między rzucaniem, nie dostosowując pojawiania się kolejnych ofiar do możliwości łapania ich, na podłodze zebrała się większa porcja dostępnych kulek. I wtedy zauważyłam, że pies zrobił coś innego niż zwykle. Nie czekał na następny dźwięk i ruch przed nosem, tylko zaczął metodycznie zbierać wszystkie kulki po kolei. Miał przy tym ruchy wolniejsze niż przy łapaniu kulek w locie po podłodze, i dopiero po wyzbieraniu już leżących kulek, powrócił do reagowania na dźwięk i ruch nowych kulek. To pojawiło się po raz pierwszy tak, że wyraźnie było widoczne wprowadzenie nowych reguł w nowych warunkach - nadmiaru dostępnych ofiar. Przerwałam na chwilę, by wyzbierał to co leżało, i zwolniłam nieco rzucanie.
Po pewnym czasie widoczne było mniejsze pobudzenie podczas łapania, ogon zwisnął luźno w dół, więc zaczęłam rzucać inaczej, tak by wzrosło zainteresowanie polowaniem, widoczne w postaci ożywionej gry w łowy. Ogon powędrował w górę po celowym rzucaniu z większym impetem, tak by było miejsce na naskok i okazja do tego.
Eksperyment zakończyłam w połowie miski i resztę postawiłam w kuchni. Wufi napił się wody, zjadł jeszcze kilka kulek z miski i przestał. Teraz leży nienachalnie czyli w oddaleniu ode mnie i nie dopomina się o zainteresowanie (moje) jego posiłkien (no daj coś zjeść, przecież widzisz, żem głodny!), co się też zdarza, gdy pies jest nienajedzony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz