--------------------------------------------------------------------------------
AMBER i Tofi
--------------------------------------------------------------------------------
Wejście Tofiego z Edytą było zaskoczeniem. Amber odsunął się, robiąc przejście Tofiemu. Tofi wpadł do przedpokoju, przebiegł obok mnie, następnie do pokoju, zwolnił, odwrócił głowę w moją stronę, zawaha się przez moment, zrezygnował z przywitania i pobiegł dalej, do kuchni, gdzie stoi miska. Wrócił po ułamku sekundy. W misce nic nie było. W tym czasie Edyta wchodziła i stała w drzwiach jeszcze otwartych. Tofi wrócił do przedpokoju, potruchtał w stronę Edyty, która stanęła zamurowana widząc ocieranie się psa o psa, Amber nie zareagował, a ja zdecydowałam, że trzeba przepchnąć się obok psów, po karmę i nasypać do miski.
Edyta wyjaśniła, że przyszła z Tofim, bo bardzo się napraszał, no a ona wiedziała, że ja nie mam nic przeciwko psom, to że może to będzie w porządku. ;o)
Spotkałyśmy się, żeby obejrzeć balet, ale najpierw przygotowałyśmy przekąskę. Tofi zjadł trochę kulek z nasypanych do miski i gdy już siedziałyśmy, zareagował na podrzucaną przez Ambera piłeczkę. (To BYŁO niespodzianką, ponieważ te psy się ze sobą nie bawią, więc nie widujemy, żeby Tofi tak wyraźnie reagował na zaproszenie Ambera. Z kolei Amber czasem przejawia zainteresowanie piłeczką przy ludzkim gościu, zanim nawyknie do odwiedzin tej osoby). Po chwili my siedziałyśmy i oglądałyśmy, a z tyłu za naszymi fotelami leżał Amber na brzuchu i bawił się półpiłeczką. Chwila ciszy i warkot (to Amber) i szczekowarkot (to Tofi). Zerknęłyśmy. Tofi stał w skos do Ambera, pół metra od niego i pyskiem w jego stronę, i trzymał w pysku drugą cząstkę półpiłeczki. Amber dalej gryzł swoją półpiłeczkę niezmiennie w tej samej pozycji lwa na brzuchu. Aha, stwierdziłyśmy, i wróciłysmy do oglądania. Tofi położył się też i przez chwilę chipsował swoją połówkę ponad metr od Ambera, z tyłu za nim.
Spokój trwał niedługo. Tofi skończył piłeczkę i podszedł z boku fotela Edyty, i zaczął ją zaczepiać łapą (drapnięcie pazurami po rękawie z zaczepieniem przedramienia), pociągać za rękaw zębami, pociągać zębami za rękę i szczekać. To były pojedyncze, bardzo głośne i bardzo wysokie szczeknięcia. Amberowi zdarzyło się kilka razy w życiu tak szczeknąć w kontekście DOMAGANIA się czegoś. O ile dobrze pamiętam, chodziło o jakiegoś kotleta schabowego. Pies stał wtedy oddalony ode mnie o ponad 3 m. I również, tak jak Tofi teraz, "zakrzyknął" tym szczekiem dopiero, gdy wyczerpał inne, wstępne sposoby zwrócenia na niego uwagi: stanie z opuszczoną głową, stanie z podniesioną głową, przebieranie w miejscu (kroczki w miejscu), fukanie. Repertuar Tofiego, jak widać, obejmował także szturchanie nosem, pociąganie pazurami i pociąganie zębami.
Zaproponowałam, żeby nic z tym nie robić, bo prawdopodobnie, gdy się będzie całkowicie ignorować psa, bez nawet zerkania w jego stronę, to szybciej się uspokoi. Chodziło głównie o niezaostrzanie pobudzenia Tofiego w czasie, gdy Amber jest nieopodal, żeby psy się nie starły. Edyta zgodziła się i musiała długi czas znosić brutalne poczynania Tofiego. Wreszcie pies dał spokój, ale zanim to się stało, na zmianę próbował drapania i szarpania, z coraz bardziej pomysłowym śpiewnym szczekiem przedzielanym przerwami. Amber stanął przy mojej nodze, tak że znalazłyśmy się jak w kanapce, na zewnątrz której były psy.
Moment niepokoju widocznego w Tofim narastał, Amber trwał na swojej pozycji przy moim boku i mimo próby podejścia Tofiego do mnie, nie ruszył się. Edyta wstrzymała oddech, gdy Tofi zaczął wciskać się między Edytę a stoliczek, żeby dotrzeć do mnie. W ostatniej chwili, gdy odległość pyska Tofiego od mojej twarzy i od pyska Ambera były takie same, Tofi odwrócił się i odszedł; nie zaczepił mnie. Wydaje się, że bliska obecność Ambera miała z tym coś wspólnego. Tuż przed odwrotem otarł się futrem o futro Ambera.
Tofi powrócił na pozycję i ponowił napraszanie się o uwagę Edyty. Raz wspiął się nawet przednimi łapami na kolana Edyty, tak że pyskiem zasłonił jej ekran i cały świat. To było naprawdę trudne do ignorowania. Najbardziej ciekawy był jednak popis rozmaitości modulowanych szczeków, dźwięków i przerw. Zapamiętałam, żeby przy następnej okazji sprawdzić możliwości pracy z tym. Człowiek by reagował na wybraną komunikację dźwiękową lub nawet próbował jakby w zabawie, odpowiadać podobnym dźwiękiem.
W końcu Tofi zrezygnował z proszenia i tylko stał prostopadle do lewej ręki Edyty. Amber, przewędrował pod stół po przeciwnej stronie stoliczka i leżał tam w czasie drugiej tury popisów wokalnych Tofiego. W końcu wstał i stanął skosem do stoliczka z jedzeniem, po przeciwnej stronie do Tofiego. Skomentowałam, że Amber nigdy nie stoi "ot tak sobie". On zawsze stoi z jakiegoś powodu, choć na pierwszy rzut oka tego może nie być widać. Bo jeśli nie ma powodu, to Amber zawsze leży sobie gdzieś w odległości od innych i śpi.
Po chwili Tofi jakoś przestał śpiewać, Amber wpełzł pod stół a Tofi położył się na wolnym fotelu, po 'tej' stronie stoliczka z jedzeniem. Tak oba psy przez chwilę poleżały.
My zjadłyśmy sałatkę, obejrzałyśmy fragment baletu, gdy nastąpił trzeci akt występu psów. Tofi ponownie zaczął zachęcać Edytę do zwrócenia uwagi. Do tej pory zawsze się to udawało. Stał jak poprzednio przy rękawie czyli z boku człowieka i ciągnął za rękaw, za rękę. Pojedyncze szczeknięcia nie były tym razem aż tak głośne ani wysokie. Raczej przeważały modulowane dźwięki. Próby nawiązania komunikacji były naprawdę urocze i warte zwrócenia uwagi. Znienacka, gdy nasza uwaga kątem oka zwrócona była na stojącego Tofiego, Amber wyczołgał się spod stołu i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia o swoich planach, wstał i sięgnął pyskiem do talerza z chlebem. Porwał z niego dwie kromki. Tym samym jakby ciągiem jednego płynnego ruchu wpełzł ponownie pod 'swój' stół i zrzucił tam swój bagaż. Chwilę potem wyskoczył spod stołu, ale od strony oddalonej od nas i stanął nad kromkami z głową opuszczoną. Skierowany był przodem/ skosem do mnie, długą linią grzbietu wskazując Tofiego.
Porwanie kromek było zaskoczeniem nie tylko dla nas, ale i dla Tofiego. Moment zamurowania minął i Tofi uruchomił się. Kilka kroczków przedreptywania w miejscu, półruch - niecałe przesunięcie szyi i głowy do przodu (układ przed jego pyskiem to był stoliczek, stół i Amber), przesunięcie zadu trochę w skos wobec Ambera i nakierowanie pyska na Edytę. Potem nastąpił krótki szczek Tofiego i krótkie zawarczenie Ambera w odpowiedzi. Amber wpełzł pod 'swój' stół.
- Daj mu kromkę - powiedziałam i Edyta wziięła kromkę ze stołu, i podała do pyska Tofiego. Tofi wziął, ale natychmiast wypuścił chleb z pyska na kolana Edycie. Tofi wyglądał na niespokojnego. Chyba nie wiedział, co zrobić.
- Zanieś mu chleb do kuchni i zostaw w missce - poprosiłam i Edyta zrobiła to. Tofi podreptał za nią, natychmiast sięgnął pyskiem do miski. Przez chwilę słychać było chrupanie kulek. Amber, który wycofał się do swoich kromek pod stół, trochę się nimi pobawił, ale ich nie jadł. Tofi wrócił z kuchni i już nie wkraczał na obszar wyznaczony przez stoliczek, moje kolana i Ambera.
W przerwie poszłam po lody i gdy puste pucharki stały już na stoliczku, w części dalszej Tofiego a bliższej Ambera, Tofi przekroczył umowną linię, jaką naszkicowałam sobie w myślach i zaczął wylizywać ścianki naczynia. Amber tym razem nie burknął tylko wycofał się trochę bardziej w głąb pod stół. Po zakończeniu baletu na ekranie, w czasie którego chciałyśmy, żeby psy nam nie przeszkadzały, nastąpił dość wymowny akt końcowy psiego baletu.
Pochwaliłam na głos Tofiego, powiedziałam, że spisał się super. Naprawdę był bardzo dzielny i mimo wielkiej drażliwości, nie dał popisu niekontrolowanego wybuchu agresywnych działań zębowych. Edyta zwolniona od przymusu niezauważania Tofka, mogła go w końcu poprzytulać. Tofi się czasem za mocno nakręca w czasie takiego głasko-ocierania, więc Edyta zaczęła sprawdzać, jak zmieni się pozycja ogona Tofiego, o ile ona będzie głaskać psa od strony bliższej sobie, nigdy z góry, nigdy znad psa. I czy się zmieni? No i kiedy? Bo ogon Tofiego w czasie kontaktów z człowiekiem jest w dole, ale nie tak, jak jest, gdy pies jest luźno i ma koniec lekko podwinięty w górę, tylko koniec u niego w czasie takich bliskich kontaktów ZAWSZE opada w pion, albo nawet jest podwinięty pod psa. To wygłaskiwanie z delikatną wokalizacją Tofka trwało całkiem całkiem. No a że to balet... to trzeba opowiedzieć o ruchu drugiego psiego baletmistrza. Amber wyszedł spod stołu i POŁOŻYŁ się na moich nogach, od kolan w dół, mimo że stały w pionie, on na nich leżał. Tego jeszcze nie ćwiczyliśmy. ;o) No cóż. On też zasłużył na głaski. Tofi w którymś momencie podszedł do mnie, też po pieszczoty. To też i on je dostał. Krótko, i odszedł. Ambera pogłaskałam niezwłocznie również. Psy są ok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz